To ja z moim ukochanym, kiedy mamy czas żeby się zatrzymać. W Krakowie i w środku jest wtedy wiosna. Zdjęcie zrobiła Ritka.

Zatrzymaj się


Wyszłam z księgarni obejmując nowy stosik wyrzutów sumienia. Było już ciemno, ale jeszcze ciepło. Jeden z tych pierwszych wiosennych wieczorów, kiedy wszystko już załatwione, ale nie chcesz wracać do domu. Tanecznym krokiem ruszyłam w stronę Kazimierza. Kwadrans później, na Meiselsa, kupowałam już szczęście na sztuki. Zawinięte w torebkę z szarego papieru, wyglądało jak zwykle – całkiem niepozornie.

Sok  był wszędzie. Spływał po brodzie, lepką stróżką wił się od umorusanych palców, przez nadgarstek, aż po łokieć. Połówki brzoskwini zapiekane w puszystym i niezbyt słodkim cieście, potrafią uratować życie. Niedbale rozrywane palcami, smakują jak beztroskie dzieciństwo. Można zapomnieć o świecie i chwilę sobie poniebyć.
– Każdy inaczej radzi sobie ze stresem – wymamrotałam pod nosem, ładując do buzi zbyt duży kawałek jeszcze ciepłej drożdżówki.
Rozmowy ze sobą bywają przydatne. Można usłyszeć pytanie pomocnicze.
– Jakim stresem do cholery?!

Najczęściej przychodził nad ranem. Wybudzał ze snu i tak już zostawał do późna. Na początku nie zwracałam na niego uwagi, przecież wszystko w porządku. Byłam zajęta. Wokół ocean ludzi, pomysłów i planów. Skakałam do niego na główkę. W kwietniu Paryż, w maju Kambodża, zimą Ameryka Południowa. Z biegiem dni zdążył do siebie przyzwyczaić. Lekkie drżenie dłoni i szybsze serce. Helikopter myśli. Nerwy na wierzchu. Myślałam: gorsza forma zdarza się każdemu. W pracy autopilot, w domu planowanie. Pilates, trekking i książki na ostre szarpnięcia. Jak zaplanuję, to się uspokoi.

Pędząc zapominasz, że psychiczny dyskomfort, to nie jest naturalny stan. Wnętrzności próbują pokazać, że coś jest nie tak. Kiedy pojawia się niepokój, to głowa nie może się dogadać z emocjami. Chcesz czegoś innego, niż myślisz, że chcesz. Zabiegać nerwy? Daremny trud. Nawet jak biegniesz szybko, głowę masz zawsze ze sobą. Jesteś bardziej i bardziej zmęczony. I choć wszystko pozornie w porządku, każdy dzień ciąży. Czekasz, aż się skończy.

A przecież to zwykłe dni decydują o tym, czy lubimy swoje życie. Żeby czuć się dobrze, trzeba żyć dobrze ze sobą. Ja byłam już całkiem zmęczona. Gdy chce się żyć wyłącznie pełnymi zdaniami, brakuje czasu na wdech i wydech. Zapomniałam, że zamiast biegać, ja wolę spacerować.

Z zamyślenia wyrwał mnie ból brzucha. Byłam w połowie trzeciej drożdżówki, czym ustanowiłam osobisty rekord. Prawie się udławiłam na myśl, że z intensywnym życiem, jak z jedzeniem. Choćby się chciało, nie da się tak bez przerw. Tyle wszystkiego, a ja nie dałam sobie czasu, żeby przetrawić. Szybko nadałam do Misi fejsbukowy S.O.S.

– Nie lecę do Paryża! Muszę posprzątać!
– Co posprzątać? – opowiedziała niemal od razu.
– W życiu posprzątać.
– Nie jestem bardzo zaskoczona. Wspominałaś kilka razy, że chyba potrzebujesz pobyć dłużej w Krakowie.
– No wiesz?! Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałaś? – byłam szczerze oburzona.
– A co miałam mówić?
– Na przykład: zatrzymaj się, bo pędzisz jak pomylona. Coś byś wymyśliła!
– Czasem trzeba się pomylić.
– Oho.
– Popełniasz błędy, bo warto zbłądzić, żeby znaleźć właściwą drogę. Sama tak powtarzasz!
– Jak się mówi komuś, to jest co innego!

Świat kładł się spać, kiedy wróciłam do domu. Nowe książki odłożyłam na starą sosnową komodę. Siebie nie chciałam odkładać. Zaczęłam porządki. Ciuchy latały jak pociski. Ja, jak wariatka. Wywalałam z szafy wszystko, czym już nie jestem. Z głowy wszystko, czym nie chcę być. Przymierzałam bluzki, spodnie i płaszcze. Każdy pomysł i plan. Nieswoje odkładałam na oddzielną półkę. Za małe i za duże na łóżko.

Nad ranem byłam ledwo żywa. Uroki sprzątania. Niby wiesz, że na końcu będzie czysto, ale sam proces jest dość męczący. Usiadłam na koszmarnej granatowej garsonce i rozejrzałam się po pokoju. Tonęłam w nadmiarze. W szafie zostało tylko kilka bluzek, 4 pary spodni i dwie ramoneski. W głowie kilka pomysłów i dużo przestrzeni. Wszystko na pewno moje i całkiem w sam raz. Zegar na kuchence wyświetlał 4:35 kiedy chwiejnym krokiem weszłam do kuchni po worki. Nie ufałam sobie na tyle, by zostawić całą resztę na podłodze. Rano mogłoby się okazać, że ołówkowe spódnice i cudze pomysły na życie jeszcze się przydadzą.

Tydzień później, zamiast włóczyć się po Montparnasse, wystawiałam policzki do słońca w jednym z kawiarnianych ogródków na Kazimierzu. W męskim swetrze i różowych muchach czułam się jak królowa życia. Anka słuchała z przejęciem.
– Zostałaś w Polsce, żeby robić porządki?! Jesteś wariatką!
– I to jaką!
– I nie żal Ci?
– Paryża? Trochę tak, ale bardziej żal było mi siebie.
– Mogłaś przecież odłożyć to sprzątanie na później!
– Mogłam, ale już nie chciałam.
– To trudne tak z czegoś rezygnować.
– Weryfikować życiowe plany? Prosta rzecz. Wystarczy nie martwić się, co pomyślą inni.
– Ale Ty przecież się nie martwisz. Zawsze żyjesz po swojemu!
– Żyję. Tylko czasem się zapominam. Bo z tą weryfikacją to jest jeden haczyk.
– No ciekawe jaki.
– Trzeba to robić regularnie.

 

  • Aneta

    Lubię Twoją prawdę, lubię jak się motasz w dylematach a potem je unicestwiasz słowem. Cholera. Dobra jesteś.

  • Aneta

    Lubię Twoją prawdę, lubię jak się miotasz w dylematach a później je unicestwiasz słowem. Cholera. Dobra jesteś.

    • Z pisaniem jak z życiem, nie zawsze jest łatwo. Tym bardziej doceniam i bardzo dziękuję.

  • „Pędząc zapominasz, że psychiczny dyskomfort, to nie jest naturalny stan” – w punkt. Takie porządki to musi być świetna sprawa.
    Nareszcie nowe pierwiastki. 🙂

    • Nawet ja trochę się cieszę, że nareszcie. Dzięki! 🙂

  • Proszę, pisz częściej podczas tych porządków.

  • Świetnie się to czyta. Wpisuję Twój blog do obserwacji. Tyle tu ciekawych słów. Dobrze dobranych zdań. I przestrzeni między słowami.
    Pisz jak najwięcej.

    • Cześć! Fajnie, że jesteś. Dzięki za miłe słowo. 🙂

  • Nemesis Nave

    Masterpiece!

  • Monika Kaczmarek

    Piekne to jest.

  • Bardzo lubię ten tekst.

  • Świetnie napisane!! Będę do Ciebie wracać:)

Więcej pierwiastków?