Zawsze chciałam pisać piórem, ale jestem leworęczna. Dlatego na zdjęciu jest pióro, choć na co dzień używam czarnego cienkopisu.

Z pamiętnika tchórza


Jadłam suflet czekoladowy, kiedy w torebce zawibrował telefon. Brat zazwyczaj dzwoni do mnie z trzech powodów. Kiedy zapomni o zakupach, kiedy zapomni kluczy i kiedy dzieje się coś złego.
– O której będziesz w domu? – zapytał bez wstępu. Już wiedziałam, że nie chodzi o klucze i chleb.
Czekając na autobus, poczułam dygotanie gdzieś między żołądkiem a mostkiem. Chwilę później nie mogłam trafić biletem w kasownik. Suflet i reszta chciały wracać. Usiadłam przy oknie i grzebiąc w pamięci, próbowałam dodać sobie odwagi. Przecież to nie pierwszy raz.

styczeń 2014, Polska

Zapisałam na kartce, jak chcę odejść. Codziennie od 7:00 do 19:00 czekałam na dobry moment, żeby popełnić zawodowe samobójstwo. Najpierw zadzwonił telefon. Później szefowa czekała na ważne spotkanie. Potem ja musiałam odpisać na maile. Po 19:00 to już za późno, bo na pewno jest zmęczona. Wracałam do domu z postanowieniem, że jutro to już na pewno. Wieczorem, kiedy w sieci nie było nikogo, kto zagadałby czas, rozmawiałam z sufitem. To tylko kryzys. Przecież to praca marzeń. Co z tego, że już nie moich, skoro nawet nie wiem, co dalej. Pomyślałam wtedy, że sufit ma coś wspólnego z Panem Bogiem, bo też nie odpowiada. Dygotanie pojawiało się nad ranem. Równo dwie godziny przed budzikiem ostrzegało przed błędną decyzją i nieudanym życiem. Jutro trwało miesiąc, nim odkryłam, że będzie nieudane, jeśli zostanę.


sierpień 2016, Islandia

Przylepiona do ściany lodowca, jedną ręką próbowałam wydłubać otwory na palce. Stopy od kilku minut nie potrafiły znaleźć stabilnego podparcia. To miał być kilkudniowy trekking. Wymagający, ale bezpieczny. Spodziewałyśmy się zmęczenia, ale nie burzy. Tymczasem dygotałam, nie tylko z zimna. Ciężar plecaka ciągnął w dół, centymetr po centymetrze. Mimo ujemnej temperatury nasze szanse topniały. Od sześciu godzin jesteśmy w drodze. Od pięciu zamarzają na nas mokre ubrania. Dwie godziny temu zgubiłyśmy szlak. Ramiona i dłonie zaczęły się poddawać. Nie miałam siły, żeby się podeprzeć. Przyjaciółka próbowała po mnie wrócić. Przypomniałam sobie, że kilka kilometrów temu pękł jej but. Trzęsło mną. Najbardziej przekonanie, że amputują jej nogi, jeśli się nie podniosę.


wrzesień 2016, Afryka

Leżałam przytulona do komputera, który kilka chwil wcześniej wyświetlił objawy malarii i koszt sprowadzenia ciała do Europy. Policzki miałam mokre, tak jak resztę skóry. Chciało mi się pić, ale woda pitna skończyła się kilka godzin temu. Samotny miesiąc w Afryce, wakacje życia.  Ciałem targnęły torsje, ale nie miałam już czego zwracać. Szczękając zębami zsunęłam wilgotną kołdrę i próbowałam wstać. Niewidoczne kleszcze znów ścisnęły głowę i sprowadziły do parteru. Doczołgałam się do łazienki i, nie zdejmując piżamy, wpełzłam do brodzika. Usiłowałam dosięgnąć słuchawki prysznica, ale po omacku nie mogłam jej znaleźć. Dygotałam od dreszczy i myśli, że nie ma ze mną nikogo, kto mógłby kupić wodę i włączyć światło.


listopad 2016, Polska

– Jadłam suflet czekoladowy, kiedy w torebce zawibrował telefon. Babcia Helena jedzie do szpitala. Chyba zawał – opowiadam Ance, ściskając w ręce kubek kakao. – Zawsze myślałam, że lubię strach. Przypominał, na czym naprawdę mi zależy. Ale tym razem to było coś innego. Bo co robić, kiedy nie można nic zrobić?
– Ja wtedy robię kakao – powiedziała Anka. – I jestem dobrej myśli.

  • W.

    Jak się czuje Babcia Helena? Znad kakao przesyłam dobre myśli!

    // Często myślę sobie, że jak byłam gówniarą (czyli czasami to się odnosi nawet do kilku miesięcy wstecz) to ten strach mnie kręcił. Prowokowałam go, wystawiałam siebie na próbę, bo to takie fajne przekraczać własne granice. Wmawiałam sobie, że boję się, a przecież miałam go cały czas pod kontrolą. A jednocześnie temu samemu strachowi, który przychodził znienacka pozwalałam się paraliżować, siać spustoszenie we własnej głowie i poddawać, pozwolić wpędzać w różne kąty i dziury. Na pokonanie tego odwagi i sił już nie było, nie dało się ich wykreować.

  • • il.

    Uściski dla babci. Dla Ciebie też.

Więcej pierwiastków?