Ja i Hania w Czarnej Dziurze. To nie żart, tak właśnie nazywa się jedna z lodowych jaskini.

Wycieczki osobiste


Z tylnych siedzeń dobiegły nas dwa wyrównane oddechy. Zaledwie kilka minut później samochód zaczął tonąć. Babcia w takiej sytuacji powiedziałaby, że sołtysowi mleko wykipiało. Ale w pobliżu nie było żadnej wsi ani żadnego sołtysa. Na południowym odcinku islandzkiej drogi nr 1 nie ma latarni, a wioski są oddalone o kilkadziesiąt kilometrów.
– Będę włączać co chwilę długie światła – powiedziała Hania, dotykając brodą kierownicy. – Ty patrz na słupki z odblaskami i mów gdzie mam jechać.
– Witaj piękny, wspaniały dniu – mruknęłam pod nosem, wytężając wzrok.  – Za chwilę zakręt w prawo, a później kawałek prosto. Daj jeszcze raz długie!

Wycieraczki nie zbierały wody, szyba parowała. Tonęłyśmy w deszczu, nocy i mgle. Zalegała na oknach samochodu i w nas. Gęsta zawiesina zgryzot i zmartwień oblepiała od środka. Wyjeżdżając nawet na najpiękniejszą z wysp, siebie ma się zawsze ze sobą. Nie można uciec od problemów, ale można próbować na chwilę o nich zapomnieć. Dziewczyńska wyprawa miała w tym pomóc.

– Chyba nie zdążymy – powiedziała Hania, spoglądając na licznik.
Przed wschodem słońca miałyśmy przejechać 180 km.
– Próbujmy, nie mamy nic do stracenia – powiedziałam zrezygnowana, zerkając na zegarek.

Wejście pod największy lodowiec Islandii było naszym wspólnym marzeniem. Hania z Misią akurat stały przy barze, kiedy w naszym hotelu pojawił się przewodnik. Chciał zostawić ulotki. Kiedy zaproponował wycieczkę za darmo, piszczały ze szczęścia. Nie bez powodu. 2-godzinny trekking po jaskiniach lodowych kosztuje 20 000 koron islandzkich, czyli 750 złotych. Od osoby.

Wypadłyśmy z samochodu, kiedy zaczynało szarzeć. Dzień o tej porze roku oznacza szczęście. Jest krótki i trwa chwilkę.
– Udało się! Jesteśmy trzy minuty przed czasem! – wykrzyknęła Hania.
– Zaraz pęknie mi pęcherz – odezwała się Karolina.
– Zdążymy! Dwie idą na siku, a dwie szukają przewodnika! – zarządziła jeszcze rozespana Misia.

Byłam w dwójce niesikających. Brodząc w błocie, szukałam samochodu z odpowiednią nalepką. Wiatr oblepiał buzię deszczem. Wtedy w kieszeni zawibrował telefon.
– Wycieczka dzisiaj odwołana – powiedziałam do dziewczyn, które właśnie wychodziły z jedynej knajpki w okolicy.
– Co? Dlaczego odwołana?!
– Los nam sprzyja, nie ma co.
– Nie było chętnych, czy zalało jaskinie?
– Nie wiem. Zadzwonili, że odwołana. Muszę napić się kawy – rzuciłam zrezygnowana. – Chodźmy do środka, trzeba się zastanowić, co robimy.

Znalazły go na parkingu. Pogoda nie sprzyjała, więc tego poranka nie miał chętnych na wyprawę. Kiedy usłyszał o naszych przygodach, zaproponował, że pokaże nam jaskinie za połowę ceny.
– To jak, jedziemy? – zapytała zmarznięta Misia, wchodząc do knajpy.
– Ja bym chciała. Tylko nie wiem, czy dziś cokolwiek tam zobaczymy – westchnęła Hania.
– Nie mam przy sobie tyle gotówki – powiedziała Karolina.
– Można płacić kartą? Mam kartę. No to jak? – zapytałam.
Wtedy wyrósł przed nami wysoki mężczyzna, cały na czarno. Popatrzył na cztery przemoknięte nieszczęścia siedzące przy kawie i się uśmiechnął.
– Gotowe? Mam na imię Siggi. Za trzy minuty wyjeżdżamy  – powiedział spokojnie.

Wróciłyśmy na ten sam parking po 4 godzinach. Słońce przebijało się przez chmury, a dziewczyny chichrały się właśnie z kolejnej anegdoty Siggiego.
– Dziewczyny, my to jednak w całym tym niefarcie mamy mega szczęście! – rzuciła Karola po polsku.
– No tak! Ekskluzywna wycieczka dla czterech osób i to za połowę ceny!
– Cztery godziny zamiast dwóch!
– Warta każdych pieniędzy. Może zapłaćmy całość?

Przewodnik wyłączył silnik, a ja zaczęłam szukać portfela.
– Tu macie moją wizytówkę – powiedział Siggi. – I jeszcze jedna rzecz. Cokolwiek złego lub smutnego się dzieje, zostawcie to za sobą. Trzymając smutek w sobie, łatwo przegapić to, co najlepsze. Czasem jedyne, co można zmienić, to swoje nastawienie.
– Co on nam tu z takimi banałami wyskakuje – krzyknęła Karolina. – Przestań chłopie, bo zacznę beczeć!
Było za późno. Ostatnie tygodnie zaczęły wypływać nam oczami.
– Dziękuję wam za piękny dzień – dodał po chwili. – Bawiłem się tak samo dobrze jak wy, więc potraktujcie ten wyjazd jako prezent.

Po powrocie napisałam do Siggiego. Chciałam jeszcze raz podziękować i zapytać, dlaczego zdecydował się powiedzieć tych kilka zdań na koniec. Odpisał tego samego wieczoru.

Czułem, że jedną z was coś męczy. Nigdy nie wiesz, z czym akurat walczy ktoś, kogo spotykasz. Czasem człowieka można złamać jednym zdaniem. Ale jednym zdaniem można też uratować.

Nie dopytywałam, którą z nas miał na myśli.

 

 

  • W.

    Wspaniała przygoda, wspaniała opowieść. I te słowa Siggiego. Zaraz po ich przeczytaniu poczułam ich moc, że to dzisiaj i (też) do mnie, że to tylko nastawienie. A potem przeczytałam jego wyjaśnienie. Słowa, które mogą trafić do wielu, ale i do nikogo. Życzę, by niejeden czytelnik poznał je we właściwym momencie.

  • sink.zodiac

    Ładne 🙂

  • pytajnik

    Zajebiste.

Więcej pierwiastków?