Ucieczka


Miałam wrażenie, że zaraz wybuchną jej policzki. Wyrzucała z siebie zdania z prędkością karabinu. Na jasnej, jeszcze dziewczęcej buzi pojawiły się czerwone plamy. Ręce, w rytm wykrzykiwanych słów tańczyły nerwowe electro disco.
– Ale właściwie co się stało Hekla? – zapytałam.
– Mam dość odpowiadania na głupie pytania – wykrzyknęła i zrobiła się jeszcze bardziej czerwona. – Jejku, oczywiście nie mam na myśli twojego!

Spotkałyśmy się w przedpokoju. Od jakiegoś czasu dzielimy kuchnię, łazienkę i świat. Zmordowana wieczorną zmianą w hotelu, resztkami sił wlekłam się akurat do łóżka. Chwilę przed północą pożegnałam ostatnich klientów. Wciąż nie wiem jakim cudem jeden z nich nie skończył z długopisem w oku. Nie spodziewałam się kolejnej rozmowy. Chciałam tylko siku, zęby i spać. Spanie jest lekarstwem na zmartwienia. Jak każdy prawie dorosły, miałam ich całe mnóstwo.
– Pójdę siku, a ty się uspokoisz i wszystko mi zaraz opowiesz – rzuciłam, siląc się na entuzjazm.
– Okay – westchnęła, podpierając framugę drzwi.

Słowa zaczęły rozlewać się po mieszkaniu, zanim zdążyłam zamknąć za sobą drzwi toalety. Tej nocy po raz kolejny miałam się przekonać, że słuchanie to sztuka dla wytrwałych.
– Rozmawiałam dziś z przyjaciółką, chce mnie odwiedzić tu na Islandii – mówiła szybko. O koleżance z Norwegii, że chodziły razem do podstawówki i jaka ona fajna. Nie sądziłam, że tyle zdań można zmieścić na jednym oddechu.
– To chyba super, że się spotkacie?
– Tak, cieszę się! Teraz próbuję pogodzić wszystkie plany.
– Więc w czym problem?
– Zaplanowałam już wyjazd do Portugalii, a później miałam wracać do Norwegii. Opowiadałam jej o tym wszystkim i przy okazji znów wywiązała się dyskusja.
– Jaka dyskusja?
– No, że włóczę się po świecie. Nie studiuję i w ogóle zostanę bez wykształcenia, zawodu, rodziny i przyszłości.

Każdego ranka powtarzam modlitwę Stachury. Dopomóż mi Boże, żebym się nie władował w jakąś historię, która mnie raczej nie obchodzi. 350 dni w roku modlitwa nie działa. Tajemne siły wszechświata przyciągają do mnie cudze rozterki.
– Litości, przecież wy macie po 20 lat! – wykrzyknęłam z uśmiechem.
– No właśnie! Ona poszła na studia, bo wszyscy studiują. Bo trzeba studiować, żeby mieć dobrą pracę.
– Przecież ty też studiowałaś.
– Ale rzuciłam studia i zamiast szukać nowego kierunku, pracuję tutaj.
– No właśnie. Dajesz sobie czas, żeby dowiedzieć się co robić. I co w tym złego?
– Niby nic. Tylko kiedy ja mówię, że szukam, ona twierdzi, że uciekam. Nie wiedziałam, że żyć inaczej niż wszyscy, to będzie takie trudne.
– Wszyscy mamy znajomych, którzy zadają pytania. Najczęściej: jak wyjechać albo czy było warto.
– I co Ty wtedy mówisz?

W naszym hotelu pracuje 30 osób z różnych zakątków Europy. Większość z nich po studiach, z doświadczeniem w pierwszej i kolejnej pracy. Przez ostatnie lata spotykali się z cudzymi oczekiwaniami. Niektórzy zwiewali od nich świadomie. Inni jeszcze nie wiedzą, że przyjechali tu, żeby spotkać się ze sobą. Można to nazwać ucieczką. Ale tylko uciekający wie, czy napędza go odwaga, czy strach. Od głowy nie uciekniesz, masz ją zawsze przy sobie.

Jeśli nowych rozwiązań szukasz wciąż w tym samym miejscu, w gronie tych samych osób, to kolejne miesiące nie przyniosą nic nowego. Ubita i znajoma ścieżka bez własnego celu sprawia, że kręcimy się w kółko. Tylko ten wydeptany dół, robi się coraz głębszy. Wtedy, kiedy ledwo widać już uszy, warto tę głowę nieco przewietrzyć.

Żeby szukać siebie albo celu, nie trzeba wyjeżdżać na koniec świata. Można, ale nie trzeba. To, co trzeba, to zdobywać nowe doświadczenia, sprawdzać się w nowych sytuacjach. Można na Islandii, można w Norwegii i w Kanadzie, można też w Krakowie. Odpowiadam więc zawsze, że było warto. Ale zaraz dodaję, że żadna decyzja nie zostaje bez konsekwencji. Życia nie da się zawiesić w próżni.

Wciąż stałyśmy w przedpokoju. Nogi zaczęły drętwieć, a powieki się kleić. Czasem wystarczy kilka zdań, żeby ktoś mógł spokojnie zasnąć. Lubię robić takie prezenty.
– To co, idziemy spać? – zapytałam.
– Wiesz co, jedna sprawa mnie w tym wszystkim męczy – Hekla nie dawała za wygraną.
– No dawaj – pomyślałam, że jeśli umierać ze zmęczenia, to w szlachetnej sprawie.
– Czy żyjąc po swojemu, kiedykolwiek poczuję się bezpiecznie? Skąd będę wiedzieć, że to dobry wybór, skoro wszyscy robią inaczej?
– Nie wiem – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. – Nie wiem, ale wydaje mi się, że żadna ilość bezpieczeństwa nie jest warta, by żyć przeciętnie, według cudzego scenariusza.
– Tylko co robić, kiedy nie mam już siły wszystkim się tłumaczyć ze swoich decyzji? – westchnęła.
– A w czym ci to tłumaczenie pomaga?
– No właściwie w niczym.
– Więc przestań.

Podziel się tym tekstem:

Marysia Organ

Marysia Organ

Cześć! Jestem Marysia i napisałam ten tekst. Jeśli Ci się spodobał, podaj go dalej! Udostępnij komuś, komu się przyda. Komuś, z kim chciałbyś o nim porozmawiać. Komuś, kto jest Ci bliski albo chcesz, żeby takim się stał.