To ja, jak marzę o ciepłych krajach. Albo żeby chociaż włożyć kurtkę. Zdjęcie zrobił Mateusz Skałka.

Tematy zastępcze


Wieczór skurczył się, jak pęknięty balonik i postanowił trwać zaledwie kilka chwil. Kiedy udało mi się przebić przez plątaninę ludzi i śmiechu, zerknęłam na zegarek. Godzinę temu zdarzył się cud. A teraz jestem spóźniona na kolejny.

Ulica Sławkowska stała się długa, jak nigdy przedtem. A ja byłam jak dziecko z buzią pełną czereśni, przed którym ktoś położył czekoladę. Co kilka metrów przyspieszałam kroku, by zaraz zwolnić. Nie chciałam stracić ani sekundy z naparstka czasu, który mamy spędzić razem.

Nim głowa dogoniła nogi, byłam już w jednym z kawiarnianych ogródków. Z objęć myśli wpadłam wprost w ramiona Bibi. Kiedy widziałyśmy się ostatnio, ja byłam jeszcze panią redaktor, ona właśnie wróciła z Australii. Po roku nic się nie zmieniło, choć przecież zmieniło się wszystko.

– Z czego się tak śmiejesz? Gdzieś ty była? Opowiadaj!

– Na koncercie! Dziękuję Bogu za uszy. Gdyby nie one, uśmiech z pewnością obleciałby mi dookoła głowy. Śpiewałam chyba trochę za głośno, bo pan z kamerą dziwnie na mnie patrzył. A potem podszedł chłopak w okularach i zaczęliśmy tańczyć. I wiedziałam, że nie chodzi o numer telefonu, ani całowanie, tylko o taniec. Co prawda oślinił mi trochę koszulę, ale to niechcący!

Bibi uśmiechała się lekko zdumiona.

– Nie zastanawiałam się, czy jestem odpowiednio ubrana, czy fałszuję i czy tak wypada całkiem dorosłym kobietom. Jakby mała dziewczynka, która długo mieszkała w środku mnie, znalazła wyjście. Mogłam być taką sobą, jaką jestem od zawsze i jaką zawsze bałam się być wśród ludzi. Życie nagle wydało się takie proste! A później wyszła na scenę Patrycja… – paplałam bez ustanku.

– Myślałam, że opowiesz mi, jak to się stało, że wylądowałaś na Islandii! – weszła mi w słowo, co nie było łatwe.

– A no tak. To zaraz!

– W Australii czułam się dokładnie tak samo. Jakby ktoś mnie wyciągnął z grubej skorupy.

Grzebałyśmy w sobie nawzajem bez żadnego skrępowania. Jakbyśmy rozmawiały o nowo kupionych sukienkach albo sprawdzonych przepisach na makaron.

– No ale powiedz jeszcze, co to była za dziewczyna?

– Patrycja? Powiedziała, że zawsze marzyła, by stanąć na scenie. Przed wielką publicznością. A później po prostu na nią wyszła i zaczęła śpiewać. Tak z samych trzewi, że wszyscy na chwilę zamarli. Pomyślałam wtedy: czy to naprawdę może być takie proste?

– Śpiewanie?

– Nie. Spełnianie marzeń.

– Ja to się czasem zastanawiam, czy niektórzy w ogóle marzą.

– Myślisz, że można zlokalizować w czasie moment, kiedy zaczynamy wikłać się w tematy zastępcze? Każdy ma mnóstwo drobnych i całkiem dużych pragnień, ukrytych i odkrytych marzeń, które na co dzień mieszają się z głośnymi i cichutkimi oczekiwaniami innych.  Czasem wystarczy chwila nieuwagi i można się pomylić. Ojciec będzie zadowolony z pracy z dobrą umową, koniecznie takiej w biurze i przed komputerem. Mama ucieszy się z wnuków i mieszkania, na które może nie trzeba będzie nawet brać kredytu. Na własne chciejstwa nie ma czasu i właściwie to jeszcze nie jest dobry moment. Marzenia? Dorośli nie mają czasu na takie sprawy. Dorośli mają cele.

– Nie śmiej się teraz, ale ja zawsze chciałam być kimś, kto się opiekuje. Mama powiedziała, że bycie pielęgniarką  to ciężki kawałek chleba. I jestem dziś zupełnie gdzie indziej.

– Zawsze jest ten strach, że to nie wystarczy. Ty nie wystarczysz. Życie, jakie sobie wymyśliłeś zwyczajnie się nie uda. Jakby to wymyślone przez innych, dawało gwarancję powodzenia. Ale  wiesz co jest jeszcze gorsze? Kiedy życie wciąż tylko się przydarza, w końcu przychodzi pragnienie, by zrobić coś dla siebie.

– To chyba dobrze?

– Dobrze. Tylko wtedy często nie wiadomo naprawdę, co by to miało być. Zajęty realizowaniem cudzych scenariuszy, nie pamiętasz dokładnie, jaki był twój. W pogoni za tak zwanym szczęściem znów adoptujesz czyjeś pragnienia i kopiujesz cudze pomysły. I nagle wydaje ci się, że potrafisz naprawdę się starać tylko dla kogoś i do tego zostałeś stworzony. Taki człowiek-lusterko.

– Kiedy jest się dzieckiem, wszystko wydaje się łatwiejsze. Nie ma aż tylu oczekiwań i aż tylu przeszkód.

– Chyba tak Bibi. Tylko wiesz, ta dziewczynka na scenie była niedosłysząca. To był festiwal dla niepełnosprawnych.

– Ojejku! Niedosłysząca śpiewała?

– No. Może to, że jest trudniej oznacza po prostu, że jest trudniej? Nie, że trzeba rezygnować.


12.Festiwal Zaczarowanej Piosenki odbył się w czerwcu Krakowie.
Bardzo dziękuję Ani SieworekFundacji Anny Dymnej „Mimo wszystko” za zaproszenie na koncert finałowy i Patrycji Błach, za gęsią skórkę i lekcję uważności.
Tych magicznych ludzi można wesprzeć na kilka sposobów. Wszystkie znajdziecie tutaj. Bardzo zachęcam!

Podziel się tym tekstem:

Marysia Organ

Marysia Organ

Cześć! Jestem Marysia i napisałam ten tekst. Jeśli Ci się spodobał, podaj go dalej! Udostępnij komuś, komu się przyda. Komuś, z kim chciałbyś o nim porozmawiać. Komuś, kto jest Ci bliski albo chcesz, żeby takim się stał.