To ja, jak sprawdzam, czy da się mieć otwarte oczy, kiedy na Islandii pada śnieg. Zdjęcie zrobił Mateusz Skałka.

Sprawdzam


Dzień dopiero wstawał, a ja byłam w doskonałym humorze. Schowana na balkonie, udawałam przed światem, że nie istnieję. A to zawsze poprawia nastrój. Od książki i kawy oderwał mnie telefon. Dzwonił długo i uparcie, jak najpewniejszy zwiastun kłopotów. Wizyta u ortodonty dziś o 12:45. Mogło być gorzej, pomyślałam, uciekając przed słońcem do chłodnego pokoju. Trzy godziny później wysoki brunet z troskliwym uśmiechem prawie odebrał mi życie.

 

– Z czym pani przychodzi?
– Chciałabym w końcu pomieścić własne zęby we własnej szczęce.
– Świetnie, że się pani zdecydowała!

Szło gładko. Skierowanie na rentgen, rodzaje aparatów, jak to działa i co to są zamki.

– Możemy zakładać w poniedziałek wieczorem. Po tygodniu wizyta kontrolna. Kolejne co półtora miesiąca.

Zaschło mi w gardle. Dłonie na oparciach fotela lepiły się bardziej niż zwykle, choć zawsze myślałam, że to niemożliwe.

– Przez dwa lata co półtora miesiąca? Tylko wie pan, ja trochę jeżdżę i czasem mnie nie ma.
– Na długo?
– No różnie. Teraz na dwa, później na miesiąc, ale zimą to mnie nie będzie ze cztery.
– Tyle wyjazdów pod rząd? To może założymy, jak już pani wróci tak na stałe?
– Ale ja tak żyję na stałe.
– Mało stabilnie. A co właściwie pani robi?

Obiecałam się zastanowić i dać znać do wieczora. Za drzwiami ruszyłam pędem, jakby dało się uciec od granatu, który ortodonta właśnie odbezpieczył w mojej głowie. Co ja właściwie robię, ludzie przecież tak nie żyją!

 

O to samo kilka miesięcy wcześniej zapytała Misia. Siedziałyśmy przy kuchennym stoliku patrząc jak ocean tańczy ze śniegiem. Ja kaleczyłam Tolkiena w oryginale.

– Co my właściwie robimy?
– Jesteśmy na Islandii. Ja czytam książkę, ty pijesz kawę. Może nie od razu trzeba wiedzieć tak dokładnie.
– Ja to chyba potrzebuję na to czasu. A ty?
– Ja wiem, ale czasem się zapominam.
– No ale skąd się to wie?

To był jeden z tych dni, kiedy czułam się stara. Październikowy deszcz przekonał mnie, żeby popołudnie spędzić w domu. Myśli przemykały jedna za drugą. Jutro praca od 7:30, później kilka spotkań, wieczorem może kino. Żadnych zbędnych stresów, czas dla bliskich, drobne sukcesy, małe wyjazdy, czytanie i śmiech. Miarowa kołysanka powszedniego dnia. Wszystko lepiej niż dobrze, a jednak takie zużyte i za bardzo na zawsze.

Do sklepu wybiegłam sprintem, jakby od tego, czy zdążę przed zamknięciem, miało zależeć życie wszystkich bezpańskich psów w okolicy. Płachta szarego papieru, blok rysunkowy i czarny flamaster – w Almie jest wszystko. W domu nie zdążyłam zdjąć butów ani kurtki. Usiadłam na podłodze, rozłożyłam się na części i rozwiesiłam na ścianie.

Na żółtej kartce: masło orzechowe, spanie przy otwartym oknie, spacery bez celu, borówki, późne poranki w kinie, wiatr, taniec jakby nikt nie patrzył, piwonie, leżenie na połoninach, sok pomarańczowy z połówką cytryny, pocałunki w czoło, książka na balkonie, chłodne wieczory przy ognisku, prosseco nad Wisłą, gotowanie z miłości, smutne piosenki, powroty chwiejnym krokiem, pisanie pamiętnika, babcie kwiaciarki,  mgła pod powiekami, mrówki w żołądku przy starcie samolotu.

Na czerwonej: pomidorowa z ryżem, buty na zbyt twardej podeszwie, za długie paznokcie, wystawne bankiety, waniliowe perfumy, ołówkowe spódnice, plucie i pociąganie nosem, ginące gumki do włosów, gapienie się w telefon, naburmuszone ekspedientki, rozmowy o niczym, mówienie „nic się nie da zrobić”. Niżej, drukowanymi: kiedy jestem niemiła, bo później mi przykro. Na samym końcu, drobnym makiem: praca za biurkiem.

Dzieliłam się na pierwiastki i nie spieszyłam specjalnie, co kilka dni jedno odkrycie. Jak się żyje powoli, to łatwiej zauważać. Mimo to, przy białej kartce pojawił się problem. Wciąż była biała. Marzenia to raczej szepty niż krzyki i czasem trudno się dogrzebać do siebie. Postanowiłam więc zagrać w totolotka i stać się na chwilę bogatą. W głowie robiłam zakupy, coraz bardziej zdumiona, bo najważniejsze nagle było na wierzchu.

– No ale skąd wiadomo, że to na pewno to? – zapytała Misia poddenerwowanym głosem. Mogła to być wina kawy, piła już drugą.
– Od razu to chyba nie wiadomo. Trzeba sprawdzić i zobaczyć, co się stanie.
– Ale nie każdego stać na to, żeby nagle rzucić wszystko i zaczynać od nowa.
– Stać chyba każdego, tylko nie każdy sobie pozwala.
– A jak się znowu okaże się, że jednak nie to? Tak sprawdzać można w nieskończoność!
– Czy to nie jest dobra wiadomość?

Zziajana przysiadłam na ławce i wyciągnęłam telefon. Chciałam powiedzieć ortodoncie, że takie życie z krzywymi zębami na razie mi wystarcza, tylko czasem się zapominam. Nikt nie odbierał.

  • jak bardzo się cieszę że znowu mogę Cię czytać w dłuższej formie <3

  • Zakochałam się w Twoich słowach na nowo <3

  • Ania

    Nie wiem czy są się na Islandii z otwartymi oczami patrzeć pod wiatr, ale zdecydowanie da się czytać Ciebie z na wpół zamkniętymi przy otwartym oknie, pod wiatr i pod słońce pod kołdrą i wszędzie.

    • Da się, ale to dosyć trudne nie mieć wtedy miny co najmniej idiotycznej, jak na obrazku wyżej. 🙂

  • mara

    sprawdzać w nieskończoność można nawet z aparatem na zębach. Po dwóch latach i wizytach (mniej więcej co dwa miesiące) sprawdza się z jeszcze większym uśmiechem na twarzy. i dalej w nieskończoność! pozdrawiam Cię Marysiu. Martyna

    • Ja wiem, ja wiem! Bardzo bym chciała, tylko czekam, aż się uda tak co dwa miesiące bywać w jednym miejscu. 🙂

  • „Różnie. Teraz na dwa, potem na miesiąc, ale zimą to mnie nie będzie ze cztery.”
    Piękne melodia! Chcę Ci w tym towarzyszyć!

  • Kornelia Zamęcka

    Jestem czytelnikiem Twoich tekstów chyba od jakiś dwóch lat. Na bloga trafiłam przez przypadek, więc jak zaczęłam czytać teksty, to do razu wszystkie. i tak zaczęłam przebierać nóżkami i tak czekać na kolejne. i jak taki psychol trochę zaczęłam śledzić na fejsie Ciebie i Twój prywatny profil. I tak się czuje, jakbyśmy się znały od zawsze!
    Pisz. Jak najwięcej. Wśród internetów Twoje teksty są mi najbliższe. Imponujesz mi odwagą. I lekkością pióra. I tym, jak potrafisz w słowach przekazać głębię.

    I uwielbiam Twoją babcię!

    • Ojejku. Bardzo mi jest miło i właściwie to nie wiem, co więcej powiedzieć. Nie umiem przyjmować komplementów, więc zazwyczaj udaję, że nie istnieją. No ale jakoś głupio tak, prawda? Dziękuję. Serdeczności!

      • Kornelia Zamęcka

        Nic nie musisz mówić 🙂 nie lubię wprawiać ludzi w zakłopotanie, ale po prostu chciałam, żebyś wiedziała, że są ludzie, którzy czasami nic nie piszą, nie dają znaku, że są po drugiej stronie, a oni są. I czekają.
        Na teksty, na pierwiastki, na relacje z Islandii czy z Krakowa. i kibicują Ci, bo robisz coś, co im imponuje, bo w życiu nie chodzi o to, żeby być, ale żeby właśnie żyć 🙂

  • W.

    Bardzo się cieszę, że pierwiastki dla nas zakotwiczą tutaj, choć pewno nadal będę przewijać fejsbuka w ich poszukiwaniu. Lubię Twoje podróże w cudze światy, lubię te zapiski codzienności i złapane chwile na instagramie.

    • Tutaj będą lądowały te dłuższe, więc nieśmiało zapraszam też na Facebook. 🙂

  • Cześć Marysiu 🙂 Czytam Cię

    • Cześć Piotruś, miło mi. Ściski z końca świata!

  • Bartosz Jan Mikołaj Twaróg

    I co ja mam Ci Marysiu napisać?

    zapędziłem się w przekonanie o swojej racji. złapałaś mnie na haczyk prostej historyjki, wymyśliłem sobie, że taka ona naiwna. przystoi dojrzałej nastolatce, no może, dwudzestoparolatce.
    ale zrobiłem rzecz najgorszą, przeczytałem do końca. z uwagą chyba. i oprócz oczywistych smaczków coś więcej wyłowiłem.
    i po co mi to było? potknąłem się.
    o swoje zadufanie. o pewność swoich przekonań. codzienność decyzji. o stabilność doświadczeń.
    i na chwilę się zastanowiłem. zaskoczył mnie wniosek, ot znowu, idę utartą ścieżką, nie zwracając uwagi na to co dookoła. a niby zmieniłem swoje życie po to żeby z zaciekawieniem patrzeć. bzdura! wygoda, łatwość mnie ululały. tym bardziej to potknięcie wartościowe. zawsze sobie powtarzałem, że celów może nie osiągam ale różne wersje swojego życia przetestowałem. chyba tak, ale ciągle muszę pamiętać żeby potykać się na tyle często żeby oddychanie nie stało się tylko przykrym obowiązkiem.

    dziękuję Ci szczerze za piękne słowa.

  • Paula

    Świetny tekst. Uwielbiam twoje pierwiastki. Czekam na następne!

  • Gabriela

    W punkt <3

  • Agnieszka

    Tak mi się przypomniało:
    „Wszystko polega na tym, żeby człowiek był taki,
    jaki jest, żeby nie wstydził się chcieć tego, czego chce i marzyc o tym,
    o czym marzy. Ludzie są na ogol niewolnikami konwenansów. Ktoś im
    powiedział, ze powinni być tacy i tacy, i starają się być takimi aż do
    śmierci, nie wiedząc nawet, kim byli i są naprawdę. Nie są wiec nikim i
    niczym, postępują niejednoznacznie, niejasno, chaotycznie. Człowiek
    przede wszystkim musi mieć odwagę być sobą.

    — Milan Kundera, „Żart”
    🙂

Więcej pierwiastków?