To zdjęcie jest o przyjaźni. Trochę tylko szkoda, że zrobione tosterem. Od lewej Misia i ja, jak jedziemy spać między islandzkimi lodowcami.

Przecinek


Kawa parowała na barowej ladzie jak głowa, którą schowałam w ramionach tuż obok. Przygnieciona noworocznym postanowieniem, próbowałam zebrać myśli. Zawsze lubiłam ten zimowy czas składania obietnic sobie samej. Co prawda gdybym wszystkich dotrzymała, waga pokazywałaby dziś najwyżej jedną cyfrę. Nie zniechęcało mnie to jednak do celebrowania corocznej tradycji. Był początek stycznia, a ja toczyłam ze sobą pierwszą walkę. Tym razem nie chodziło o czekoladę.

– Będziesz zmęczona. Samą podróżą będziesz zmęczona – powiedziała Misia, wyłaniając się zza barowej lady.
– Wiem.
– A później wesele. Nie możesz iść zmęczona na ślub przyjaciółki.
– Wiem.
– Tak jak nie możesz się spotkać z każdym. To niewykonalne, nie tym razem.
– Wiem, cholera.
– I do tego jeszcze nawet nie masz sukienki – rzuciła, odchodząc nalać piwo dla kolejnego klienta.

Postanowienie właściwie nie było noworoczne. To był październik. Deszcz spływał za kołnierz zbyt cienkiej kurtki. Stałam na przystanku, i dygocąc z zimna, próbowałam uspokoić oddech i przestać szczękać zębami. Nie przyjeżdżała ani taksówka, ani autobus. Ani żaden samochód, pod który akurat mogłabym się rzucić. Palcami zgrabiałej dłoni przesuwałam na ekranie telefonu kolejne wiadomości. Nie mogłam uwierzyć, że znowu dałam się nabrać.

W okienku messengera przyjaźń jest łatwiejsza. „Tęsknię” składa się z siedmiu liter. „Kiedy będziesz?”– 15 znaków ze spacjami. „Nie mogę się doczekać, aż znowu się spotkamy” – 36 liter plus przecinek. Łącznie 15 sekund. Pół minuty, jeśli ktoś używa polskich znaków. Tymczasem słowa to tylko słowa. Jesteś tym co robisz. Nie tym, co mówisz, że robisz.

Żeby zdążyć na to spotkanie, prawie zgubiłam nogi. Pędziłam do knajpy, nie zważając na kałuże, które próbowały ogrzać się w moich trampkach. Ostatni rok na walizkach nauczył mnie szanować każde tu i teraz. Życie w drodze jest czasem próbą łączenia równoległych światów. Daremną, bo wciąż nie odkryto sposobu na bilokację. W każdym z tych światów coś przegapiasz. Zaczynasz doceniać każdą minutę, bo wiesz, że nie ma czym szastać. Kwadrans przed czasem ogrzewałam dłonie nad parującą filiżanką.

Spotkanie trwało 52 minuty. Byłam w nim jak przecinek pomiędzy ‘doczekać’ i ‘aż’.
Minuta powitania. 6 minut w kolejce po kawę. 4 minuty w toalecie. 3,5 minuty na ważny telefon. A później jeszcze jeden. 28 minut gadania, zupełnie o niczym. Muśnięcie policzków na pożegnanie.

W pośpiechu włożyłam kurtkę, choć nigdzie mi się nie spieszyło. Zaplanowałam przecież wspólne popołudnie. Kiedy skurczyło się do godziny, nie wiedziałam dokąd pójść. Stać w ścianie deszczu z telefonem z ręku? To może nie był najlepszy pomysł. Taksówki wciąż nie było, kiedy zanotowałam w telefonie: nie interesuje mnie pozór relacji.

Z rozmyślań wyrwał mnie głos Misi.
– Może pomyśl o tym, z kim Ty chcesz się spotkać? Nie o tym, kto chciałby się spotkać z Tobą.
– Myślę i mam mętlik w głowie – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
– O czym gadacie? – Alex wpadła za bar po zamówienia.
– Tak się zastanawiam, zdarzyło ci się kiedyś świadomie zrezygnować z jakiejś znajomości?
– Tak – odparła bez dłuższego namysłu.
– Jak?
– Jakiś czas temu zafascynowała mnie ochrona środowiska. Zaczęłam dużo czytać o tym, jakie koszty za styl naszego życia ponosi planeta. Mocno się wkręciłam! – Alex opowiadała jak najęta o workach foliowych i pojedynczo pakowanych torebkach herbaty.
– Zerwałaś z kimś kontakt, bo nie dbał o środowisko?
– Nie, no co ty. Chciałam się podzielić swoim odkryciem. Tym, co stało się dla mnie ważne. No wiesz, jak przyjaciółka z przyjaciółką. Próbowałam kilka razy. Ile można rozmawiać o facetach i szminkach?
– No i w czym problem?
– W tym, że za każdym razem było tak samo. Ona w ogóle mnie nie słuchała.

Z fizyki pamiętam tylko jeden wzór. Przebyta droga dzielona przez czas, daje prędkość. Fizyczka nie wspomniała, że może chodzić o prędkość rozpadu znajomości. Kiedy odległość i czas krzyczą razem: sprawdzam, możesz tylko stać i przyglądać się, co zostało.

Włożyłam kurtkę i rozejrzałam się dookoła. Misia wciąż stała za ladą i właśnie puszczała do mnie oko.

  • W.

    Prawdziwe i piękne są te przemyślenia. Dojrzałość i odwaga. Tego czasem brakuje, żeby umieć zrezygnować z relacji. I pewności, że bez pozornych znajomości nie będziemy czuć się sami.

  • Ania

    Kurcze, zawsze, ale to zawsze kiedy coś piszesz, mącisz mi w głowie. Właśnie jestem na najważniejszym etapie swojego życia. Planuję założyć rodzinę, właśnie dziś ustaliliśmy datę ślubu…
    Miałam przeczytać Cię do porannej kawy, ale coś mnie powstrzymało…

    Czy zdarzyło Ci się świadomie zrezygnować z jakiejś znajomości?

    Właśnie niedawno taką zakończyłam, przestałam się starać i nawet… czuję się z tym dobrze.

    Wreszcie znalazłam w sobie tyle siły, żeby, nawet kosztem samotności zrezygnować z czegoś co całe wieki było fikcją i pozorami… To nie jest do końca tak, że przestało mi zależeć… Przestałam po prostu rzucać wszystko i lecieć na złamanie karku… Teraz wiem, że mój zagospodarowany czas jest ważniejszy.

  • Czasem z pewnych znajomości się wyrasta. Czasem pewne drogi się rozchodzą. Czasem naprawdę nie ma sensu wspólnie się męczyć. Ja ostatnio pomyślałam, że chyba nie ma ludzi niezastąpionych. I jeszcze nie wiem, czy to dobrze, czy źle.

    • Peg Sue

      jednak są, życzę Ci byś takich spotkała:)

  • Właśnie ostatnio często się zastanawiam, czy nie powinno się jednak robić czegoś więcej niż przyglądać się, co zostało…
    Czytam już któryś raz, dziękuję.

  • Alin

    Odległość weryfikuje niektóre relacje. Co prawda wyemigrowałam tylko na pół roku, ale to wystarczyło, żeby przyjrzeć się niektórym osobom i ich stosunkowi do mnie. Kilka znajomości nie przetrwało. Ale najważniejsza dla mnie przyjaźń wciąż jest.

  • Mnie też zdarzyło się zrezygnować z pewnej znajomości. Odkryłam, że nie wiem dlaczego ją podtrzymuję, skoro po każdym wspólnym spotkaniu czuję się gorzej, bardziej niedowartościowana. Czy wgl coś takiego jest warte ochrony przed samotnością? Czy można nazywać taką osobę przyjacielem?

    PS Już dawno nie czytałam tak pięknie napisanego wpisu. Gratulacje.

  • Listopada

    Myślę, że większość znajomości ma swoje czas i miejsce. Kogo innego nam potrzeba w czasie studenckich szaleństw, a kogo innego pięć lat później na kursie jogi. Człowiek ma tak wiele ścieżek do wyboru, że nieprawdopodobnym wydaję mi się mieć przy sobie kogoś kto zawsze wybierał podobne drogi.
    PS Myślę, że wiele by ułatwił nowym czytelnikom bezpośredni link z wpisu czytanego do wcześniejszego lub późniejszego. W przypadku tego bloga chce się czytać wszystko po kolei.

Więcej pierwiastków?