To nie są dłonie mojej babci, ale też całkiem piękne.

Problemy z zasypianiem


Zawiasy zaskrzypiały jakby głośniej niż zwykle, a ja zaklęłam cicho pod nosem. Że też nigdy nie przyjdzie mi do głowy, by zawczasu je nasmarować. W przedpokoju między sandałami i trampkami odprawiłam taniec szamana, przyrzekając w duchu, że z samego rana wszystkie włożę do szafki. Drzwi do mojego pokoju były uchylone. Nie spodziewałam się, że zamiast piżamy, po którą się skradam, znajdę sens istnienia.

– Chodź, chodź. Nie mogę spać – usłyszałam lekko zachrypiały szept.
– Kto tu przytaszczył ten materac?! Człowiek wyjdzie na koncert, a wy w kilka godzin potraficie zrobić rewolucję. Miałaś spać na moim łóżku. Ja idę na górę, tylko zabiorę piżamę!
– A po co? Mnie wygodnie na materacu. Tylko coś zasnąć nie mogę. Noga mnie gryzie, chyba na zmianę pogody.
– Przecież nie musimy się tu gnieść. Jest wolny pokój. Poszukać jakąś maść?

Tak naprawdę nie chodziło o ciasnotę. Wiedziałam, że babcia chrapie, a ja od dwóch tygodni i bez tego miałam problemy z zasypianiem. Zadręczał mnie Mariusz Szczygieł. Nocami po suficie ścigałam sens codzienności, jak przestępcę. Nie spodziewałam się, że dopadnę go we własnej kuchni, przy winie.

– Widzę, że była tu wczoraj niezła imprezka! – powiedział mój brat siadając przy stole. – Wstaję rano do pracy, a na stole kieliszki. A mnie nikt nie zaprosił!
– Chrapałeś jak kot Pauliny. A ja nie mogłam spać, no to wstałam! Marysia dała mi wina.
– Jak bym chrapał, to na pewno bym słyszał!
– Furkotało, aż się ściany trzęsły!
– Powinnam nagrać was oboje! – włączyłam się do rozmowy.
– Ty taka mądra, bo się kładziesz ostatnia. Oczy sobie psujesz tym czytaniem po nocach.
– Wczoraj już nie czytałam! Nie spałam, bo zrobiliście koncert na dwa głosy – droczyłam się. Wiedziałam już, że chrapanie jest po to, bym mogła pomyśleć nad ranem, że mogłoby go nie być.

Tymczasem babcia razem z kotletem wykładała nam w kuchni sens istnienia.

– Jesteś niewyspana, to zrób sobie kawę. A bratu dasz obiad, bo inaczej ja do kościoła nie zdążę.
– Babciu pewnie nie uwierzysz, ale jak ciebie tu nie ma, to on sam sobie bierze. A nawet gotuje!
– Da mi, da! – Paweł był ewidentnie w nastroju do żartów.
– Tylko surówki żadnej dzisiaj nie zrobiłaś. To ogórki otworzysz albo buraczki. Wszystko przywiozłam!

Zrozumiałam wszystkie lekcje Heleny poprzedniego wieczora. Ciepłe światło kuchennej lampy kładło się delikatnie na jej pomarszczonym czole i wciąż gładkich policzkach. Trzymałam butelkę  gruzińskiego Kindzmarauli na specjalną okazję. Okazało się, że święto może być w poniedziałek wieczorem.

– Spracowane mam te nogi, o i tak bolą. Były dzieci, trzeba im było wszystkiego nastarać.
– Ty to chyba lubisz pracować.
– Nie wiem. Jak coś jest niezrobione, to mnie denerwuje. Tu coś do zrobienia, tam coś do zrobienia. I tak zawsze. Teraz już sama widzę, że trochę nie daję rady. A tyle lat dawałam.
– Całe życie ci tak minęło.
– Całe.
– I nie żałujesz?
– A co by mi by było z jakiejkolwiek roboty, jak bym nie miała się tym z kim podzielić.

 

  • Ala Las

    Marysiu czy mogłabyś podzielić się tytułami książek, które Cię ostatnio zatrzymały na dłużej?

Więcej pierwiastków?