To ja, kiedy akurat jestem nikim wobec potęgi islandzkiego lodowca, wodospadów i rzek. Z tego co pamiętam, całkiem mi się podobało.

Jak to jest być nikim


 

Ramiona i barki miałam już trochę zmęczone. Nie chciały poruszać się tak szybko i sprawnie, jak trzy godziny temu. Słońce namawiało, by przystawać na dłużej i przytulać do jego promieni czoło, policzki i nos. Dochodziła pierwsza.
– Dlaczego nie napiszesz o swojej pracy? Wstydzisz się? – zapytał Mat. Zaplątawszy się w wilgotną poszewkę, wykręciłam niezgrabny piruet i uderzyłam kolanem o wózek z mokrą pościelą.
– Właściwie to dobry pomysł – krzyknęłam, próbując nie dać po sobie poznać, że chyba mam mikro-zawał. Po porannej kłótni z przyjaciółką podróżowałam akurat w czasie i właśnie byłam w Warszawie.

W drodze na spotkanie w Ministerstwie Edukacji prosiłam kierowcę, by się zatrzymał. Mieszanka kortyzolu i adrenaliny sprawiła, że treść żołądka nie chciała utrzymać się w środku. Jacek ostro zahamował i zawrócił. Poruszał się po stolicy, jak po własnym mieszkaniu, znał każdy skrót i zakamarek. Po bliskim spotkaniu z muszą klozetową, zdążyłam jeszcze umyć zęby przy własnej umywalce i przebrać bluzkę. Byliśmy na miejscu 10 minut przed czasem.
– Gdybym mógł, poszedłbym tam za ciebie. Zamęczysz się dziecino – powiedział, zanim wysiadłam z czarnego BMW.
– Dam radę, to tylko dwie godziny – powiedziałam uśmiechając się blado.

Jedna z ogromnych przemysłowych pralek zapiszczała krótko i na tyle głośno, że dało się ją usłyszeć z zewnątrz. Z mozołem wyjęłam z niej około 50 ręczników i zaczęłam segregować. Małe, podłogowe suszą się dłużej niż te duże, kąpielowe. Zanim włożę je do suszarek, trzeba wyjąć prześcieradła. Podzielić na pojedyncze, podwójne i te największe. Włożyć do odpowiednich koszyków. Kiedy ręce pracują, głowa może na chwilę być gdzie indziej.

Na bankiet weszłam jako jedna z ostatnich i szybko przemknęłam za ścianką, przy której fotografowano obsadę. Stojąc w kolejce do sali, modliłam się w duchu, by ktoś akurat nie zechciał zabawiać mnie niezobowiązującą rozmową. Szczęśliwie w świecie showbiznesu wszyscy są najbardziej zajęci sobą. Po seansie robiłam akurat trzeci kilometr z tym samym kieliszkiem wina w ręce, pilnując, by kąciki ust były lekko uniesione, kiedy zagadnęła mnie kelnerka:
– Może babeczkę krabową? Film się pani podobał?
– Tak – skłamałam bez mrugnięcia okiem.
– Mnie też! Udało nam się wszystko przygotować wcześniej i były miejsca na sali. Pani często chodzi na premiery?
– Jestem tu służbowo – próbowałam się uśmiechnąć.
– No to musi mieć pani świetną pracę!
Wśród pięknych, sławnych, bogatych ludzi i tych udających pięknych, sławnych i bogatych, łatwo poczuć się jak przypadek. Ja byłam przypadkiem beznadziejnym.  Na widok mankietów, obcasów, koronkowych sukienek, pancerzy z podkładu, bronzera, różu i pozostałych warstw, bliżej niewiadomego pochodzenia, ulatywała ze mnie cała swoboda. Chciałam to wszystko opowiedzieć kelnerce, ale biegła już z babeczkami do kogoś innego. Po pierwszej propozycji niezobowiązującego seksu, uciekłam do schronu potocznie zwanego toaletą. Usiadłam na muszli klozetowej, wyciągnęłam notes i pod datą zapisałam: „Miałam zajmować się literaturą i filmem. Co ja tu u diabła robię?!”

Złożyłam ostatni z 400 ręczników i natychmiast zaczęłam żałować, że jestem w pralni tylko na zastępstwo.  Na co dzień zajmuje mnie przygotowywanie śniadań  albo pilnowanie, by każdy dostał swoją kolację i był z tego powodu szczęśliwy.  Wstaję przed szóstą, żeby upiec chleb i ugotować owsiankę dla 150 osób. Wykładam na bufet szynki, sery, kilka rodzajów pieczywa, dżemy, ciastka i mleko. Robię kawę i pilnuję, by nie zabrakło ciasta na gofry. Zmianę popołudniową zaczynam od nakrycia stołów. Poleruję sztućce, obok nich układam szkło, na końcu serwetki. Nalewam wodę do dzbanków i kroję chleb. Zanim pojawią się pozostali kelnerzy, między których podzielę obsługę gości, idę nazrywać  trochę gałązek Angeliki. Część dam kucharzom, resztą ozdobię stoły i lodówki z jedzeniem.

– Trzy kierunki, praca w zawodzie jeszcze na studiach. Masz szczęście jak mało kto! A teraz specjalistka od PR, pani redaktor podaje ludziom zupę.
– Co może być lepszego od ciepłej zupy po dniu pełnym przygód?
– Wiesz doskonale, co chcę powiedzieć. Myślałam, że jesteś zmęczona, że to chwilowa zachcianka.
A ty marnujesz talent i lata nauki. Miałaś zajmować się literaturą, filmem, sztuką!
– Pracuję 6 miesięcy w roku. Mam czas dla rodziny i pieniądze na podróże. Po pracy  nie muszę zmywać z siebie warstw makijażu i lepkich spojrzeń. Nie zasypiam z telefonem w ręku załatwiając ostatnie sprawy, bo ten akurat od dwóch miesięcy leży zepsuty. Wracam do domu, biorę prysznic i zajmuję się literaturą i filmem. Albo chodzę po górach. Tak, jak zawsze chciałam.
– Mogłaś zostać w redakcji w Krakowie.
–  I oglądać świat przez okno przeglądarki internetowej.
–  Na własne życzenie chcesz stać się nikim?
– Jeśli bycie nikim jest wyborem, a nie jedyną możliwością, to co w tym złego?

Podziel się tym tekstem:

Marysia Organ

Marysia Organ

Cześć! Jestem Marysia i napisałam ten tekst. Jeśli Ci się spodobał, podaj go dalej! Udostępnij komuś, komu się przyda. Komuś, z kim chciałbyś o nim porozmawiać. Komuś, kto jest Ci bliski albo chcesz, żeby takim się stał.