Jedna z głównych dróg gruzińskiego Udabno. Zdjęcie zrobiłam sama i bardzo je lubię, choć długo musiałam później czyścić buty i to nie z błota.

Dług


W Gruzji tol’ko oddyszać – powiedział Anton prawie po polsku, rozciągając uśmiech na smagłej twarzy. Kilka chwil wcześniej przekroczyliśmy zieloną bramę hostelu w Tibilisi. Odrobina luksusu w postaci zimnego prysznica i świeżych skarpet przywróciła nam chęć dalszej włóczęgi. Na balkonie słońce łaskotało nas w policzki. Między żartem, a żartem tworzyliśmy plan wprawy. Anton w zamian za szaszłyk i trochę piwa miał być naszym kierowcą przez kolejne 4 dni. Nie chciał pieniędzy, co niewątpliwie było zasługą naszego wspólnego przyjaciela, Gienka. Dopiero w Gudauri odkryłam, że to jeden ze sposobów, w jaki spłaca swój dług.

Sposobów było więcej.

Do hostelu w Udabno dotarliśmy w uroczystym orszaku. Przed nami kroczyły dwie krowy i osioł, obok kilka kaczek, pochód zamykała świnia z trzema prosiakami. Oasis Club zaczarował nas tak bardzo, że nie przyszło nam nawet na myśl, by wypakować plecaki. Wyciągnąwszy się na hamakach, wprowadzaliśmy element baśniowy do rzeczywistości. (Litr pierwszorzędnego lekko musującego wina w przydrożnym sklepie to 4 lari, czyli jakieś 6 złotych.) Choć nie było potrzeby, bo magia gruzińskich stepów rozpościerała się po widnokrąg, była okazja. Hania kończyła okrągłe urodziny. Wieczór niepostrzeżenie zamienił się w noc, a odpoczynek w taniec. Wirowaliśmy boso przed barową ladą, z buziami pełnymi chaczapuri. Anton przytulał wszystkich po kolei, mamrocząc pod nosem obnimaszki, obnimaszki. Gdy radośnie zmęczeni dotarliśmy do pokoju, musiał koniecznie jeszcze raz wszystkich uściskać.

– O co chodzi z tym obnimaszki Anton? To znaczy obejmować, tak? Ty tak lubisz przytulanki?

Dogadywaliśmy się głównie na migi. Rosjanin nie znał angielskiego, a ja niewiele pamiętałam z lekcji w podstawówce.

– Chtoby byt’ schastlivym!
– Jesteś wtedy szczęśliwy?
– Kazhdyy chelovek dolzhen 20 obnimaszki i 10 pocalunki kazhdyy den’. Chtoby byt’ schastlivym. Eto drugoye.
– Drugoje to znaczy dla innych, tak? – pokazałam na siebie i Hanię, która zasnęła nie wiadomo kiedy.

Anton przytaknął skinieniem głowy.

Kolejnego wieczora byliśmy już w Gudauri. Hostel oficjalnie był zamknięty, sezon narciarski już dobiegł końca. W pokojach zimno jak w psiarni, z kranów leciał lód, tylko jakimś cudem ciekły.  Rano zjedliśmy najbardziej słony ser świata i pomidory, które smakowały słońcem. Zostawiliśmy bazę wypadową i ruszyliśmy do klasztoru Cminda Sameba, licząc, że przy odrobinie szczęścia uda nam się zobaczyć Kazbek. Anton prowadził szybko i pewnie. Kiedy gwałtownie zahamował, moje zęby wbiły się w zagłówek kierowcy. Wrzucił wsteczny i nagle okazało się, że mamy dwóch dodatkowych pasażerów. Gruzińska babcia szczerzyła się w podzięce, jej wnuk przyglądał się nieśmiało. Kilkanaście kilometrów dalej wysiedli, błogosławiąc nam na drogę. Anton mruknął pod nosem: nie ma za co. A przynajmniej tyle zrozumiałam. Ostre hamowanie miało się powtórzyć nazajutrz. Tym razem w potrzebie będzie kilku chłopaków, którym zabraknie benzyny. Będziemy krążyć z pustym kanistrem po okolicznych wioskach przez pół godziny. Za paliwo zapłaci Anton, zostawi je niemal bez słowa i szybko ruszymy dalej. Moje zęby i tym razem przetrwają próbę fotela.

Tymczasem zapadł zmrok, a my przyjemnie zmęczeni byliśmy znów w Gudauri. Przed hostelem ktoś rozpalał ognisko. Przycupnęliśmy na werandzie, by schronić się przed mżawką. Rozmowy snuły się między nami leniwie i spokojnie. Nasz kierowca poczęstował mnie suszoną rybą i Bóg mi świadkiem, chciałam zjeść całą. Anton zaczął zanosić się śmiechem. Wziął ode mnie ledwie nadgryziony kawałek i zajadając się ze smakiem, powiedział, że dzięki temu będzie znał moje myśli.

– Gdzie mieszkałeś w Rosji? – zagadnęłam, kiedy w końcu udało mi się przełknąć lokalny przysmak.
– Jestem Moskwicz – odpowiedział, a Gienek rozpoczął tłumaczenie symultaniczne.
– Dlaczego wyjechałeś? Moskwa podobno jest piękna, bardzo bym chciała tam kiedyś pojechać.
– Moskwa krasna, ale Putin chuj. Ty Polka, myślisz tak samo!
Nie byłam pewna, czy nagle niebo spadło mi na głowę, czy ktoś dał w twarz patelnią. Cały wyjazd przecież tak sumiennie unikałam tematu polityki.
– Jedliśmy tę samą rybę, to wiem! – zażartował, widząc moją minę.
– Dlaczego chuj?
– Bo każe zabijać.
– Tobie też? – zapytałam bezmyślnie.
– Byłem w Czeczeni. Kazali wchodzić do domów, strzelać w kobiety i dziatki. Dlatego uciekłem.
– I dobrze ci tu?
– 14 lat dobry jestem dla ludzi, to i dobrze. Ale wiesz jak mówią, wszystko co zrobisz, to do ciebie wraca. Ja muszę dużo odpracować.
– I długo tak będziesz pracował?
– Całe żywota, ale mnie to miłe.

Wieczorem, kiedy wszyscy przed pójściem spać liczyli objęcia i całusy, ja wciąż siedziałam na werandzie. Okazało się, że też jestem zadłużona, choć bardziej szczęśliwie. I nie chodzi o drobne, które wyciągam od brata na autobus. Przyszły mi do głowy wszystkie nieuśmiechy, chłodne powitania i nieczułe pożegnania, niewysłuchane tajemnice, nieodebrane telefony i słowa, których wcale nie musiałam wypowiadać. Szczęśliwie znałam wszystkich, którym jestem coś dłużna. Postanowiłam natychmiast przystąpić do spłacania. W notatniku skreśliłam pierwsze zdanie:
W Gruzji tol’ko oddyszać

  • Jakub Ziemba

    Świetne są te twoje pierwiastki, bardzo wciągające! Z każdym kolejnym słowem przenoszę się coraz bardziej w twój świat i… jest mi tam dobrze.
    Z niecierpliwością czekam na więcej 🙂

  • Mateusz

    Cudowne! Dziękuje, uwielbiam takie historie.

  • Agnieszka Kulawczyk

    Często w trakcie spotkania i rozmowy z kimś, zwłaszcza, jeśli długo tej osoby nie widziałam, robię szybki rachunek sumienia, czy nie za dużo mówiłam o sobie, czy pozwoliłam mojemu rozmówcy otworzyć się, czy dobrze słuchałam, bo jeśli nie, to mam jeszcze czas, aby to nadrobić
    W dzisiejszym świecie łatwo zapomnieć o tym,jak być dobrym człowiekiem.

    • Słuchanie to jest niesamowita umiejętność. Trzeba nieustannie ćwiczyć, bo łatwo się zapomnieć.

  • Paweł Strumiński

    Bardzo inspirujący tekst. Uważam, że ta „pierwiastkowa” forma własnej definicji to strzał w dziesiątkę. Dziękuję, jestem wzruszony.

  • fat_budgie

    Masz ci los, poplakalam sie O_o Pisz wiecej!

  • Pingback: Wspomnienia czerwca 2016 - Pani Kultura()

Więcej pierwiastków?