tram

Bliżej: Arleny Witt sposób na bliskość


Biegłam tak szybko, że w tramwaju musiałam zdjąć buty. Starszy pan uniósł brwi aż pod grzywkę, a brzuchy dwóch dziewczyn zafalowały od śmiechu. Brylanty w pępkach raziły po oczach, bo na tej wysokości akurat miałam głowę. Dłubałam przy drugim sznurowadle i specjalnie się nie przejmowałam, że pół wagonu oblepia mnie wzrokiem. Odarte pięty błagały o litość. Chciałam po prostu podciągnąć te cholernie płytkie skarpetki, które się ześlizgnęły i zatrzymały na palcach.

 

–  Kiedy coś boli, konwenanse gwałtownie tracą na znaczeniu – dystyngowana pani puściła do mnie oko.
– A buty bardzo ładne, ja też lubię bordowy – dodała podając mi chusteczkę. Z wrażenia wydusiłam tylko nieśmiałe dziękuję. Jeszcze czerwona od wysiłku, powoli łapałam oddech, żeby coś dodać. Wtedy szarpnął nami hamulec. Do spotkania zostało 15 minut. Kiedy ci na czymś zależy, cały wszechświat będzie sprzyjał. Doprawdy panie Coelho? Kiedy ci na czymś zależy, to musisz zapieprzać. I patrzeć pod nogi, żeby się nie wywalić.

 

Dwie minuty przed czasem dopadłam stolik. W ogródku, żeby wiatr zneutralizował zapach potu, a zmrok ukrył resztki tuszu skruszonego pod oczami. Zdążyłam sprawdzić, czy spotkanie na pewno jest dzisiaj i obejść dwa razy całą restaurację. Nie wiedzieć czemu lekko drżały mi dłonie. Znałyśmy się przecież. Raz przy jednym stole nawet jadłyśmy kolację. Ale to było dawno. Nie była jeszcze sławna i jadała mięso, bo zamówiła kaczkę z jabłkami. Siedziałam wtedy dwa krzesła dalej i na wszelki wypadek grzecznie milczałam.

 

Dziś to co innego. Dziś ona jest znaną youtuberką i właśnie skończyła spotkanie z fanami. Dziś jest autorką lektury, którą sprzedaje w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy. Dziś trzeba będzie coś mówić, bo będziemy tu tylko ja, ona i moja nieporadność. A przecież nie mam fiołkowego pojęcia, co mówić, do kogoś, kogo się podziwia. Byle nie o jej czarnym kocie, bo ja wolę psy i niespecjalnie umiem kłamać. Może na początku jeszcze raz podziękuję za książkę? Chciałabym Ci wysłać egzemplarz z dedykacją, bo jesteś wspaniałą, mądrą i niezwykle wartościową i inspirującą kobietą. Co jeśli dziś uzna, że to wszystko nieprawda?

 

Znamy się głównie z internetu. Tam można być kim się zechce, a wyobrażenia jeszcze podnoszą poprzeczkę. W rzeczywistości okazałam się już brzydsza, wyższa, grubsza i za bardzo wygadana. Na domiar złego, zamiast cytować poezję, czasem używam słów powszechnie uznanych za brzydkie. Można by powiedzieć: zwyczajna dziewczyna, ale bycie zwyczajnym dziś nie wystarcza.

 

Pojawiła się na schodkach kilka minut po ósmej. Szła bez pośpiechu, wyprostowana i uśmiechnięta. W modnych oprawkach okularów wyglądała jak ktoś, kto jest piękny, mądry i się tego nie wstydzi. Czyli zupełnie inaczej niż ja, pomyślałam, zaraz karcąc się w środku. To nie skromność, tylko niskie poczucie wartości. To się leczy, a przynajmniej próbuj. Wyjdziesz, jak tylko złapiesz się na tym, że paplasz głupoty.

 

Przytuliła mnie na powitanie i zaczęła rozmowę. Naturalnie i swobodnie, jakbyśmy widziały się wczoraj. Po chwili już chichrałyśmy, jak nastolatki z tramwaju. Patrzyło na nas pół restauracji i nawet kelner był rozbawiony. Zwyczajna dziewczyna. A pewnością siebie może da się od niej zarazić? – pomyślałam, kiedy składała zamówienie. Dopytywałam o to przez pół nocy. Było też o ciuchach, filmach, chłopakach i książkach. Trajkotałyśmy, póki chłód nie zagonił nas na herbatę do środka. Bez skrępowania zagadnęłam o jej sposób na bliskość.

 

– Kontakt. Świetna lekcja symetrii! – powiedziała po chwili namysłu.
– Obserwuję to u siebie – westchnęłam. Życie na walizkach to dobry nauczyciel.
– Jeśli ludzie traktują cię jakby im nie zależało, trzeba im wierzyć. Jeśli robią odwrotnie, również.
Mówiła, a ja w głowie skanowałam swoje relacje. Na szczęście buzię miałam pełną ciasta i nie musiałam nic odpowiadać.

– Z tym kontaktem, jeszcze jedno jest ważne – dodała po chwili.
–  Co takiego?
–  Nie czekać. Wychodzić z inicjatywą, proponować spotkanie. Nie trzeba się przecież kontaktować wyłącznie z bliskimi. Wielu ludzi narzeka, że brak im ciekawych znajomych. Zapytałabym takich: a co zrobiłeś, żeby było inaczej?
–  Ja zaczepiłam cię w dymku na Instagramie!
–  Tak, ale to ja zaproponowałam kawę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

________________

Jeśli ktoś mówi, że grama to nie drama, to albo jest bardzo mądry albo w dzieciństwie został poturbowany w głowę. Nie wiem nic o wypadku Arleny, ale jeśli nawet, to w jej przypadku promocje się łączą. Napisała zabawną i mądrą książkę do angielskiego. Gdybyście chcieli podszkolić język przed wakacjami, polecam. Zaglądam do niej przed każdym wyjazdem.

 

 

 

 

Podziel się tym tekstem:

Marysia Organ

Marysia Organ

Cześć! Jestem Marysia i napisałam ten tekst. Jeśli Ci się spodobał, podaj go dalej! Udostępnij komuś, komu się przyda. Komuś, z kim chciałbyś o nim porozmawiać. Komuś, kto jest Ci bliski albo chcesz, żeby takim się stał.